wtorek, 7 czerwca 2016

"Służące" książka vs. film

   Rzadko to robię, ale w wypadku tego utworu, najpierw obejrzałam film, a dopiero potem przeczytałam książkę. Muszę przyznać, że "Służące" w reżyserii Tate'a Tylora, to jedna z najlepszych ekranizacji, jakie w życiu obejrzałam. Świetnie dobrana obsada zrobiła swoje.
   Szczególnie spodobała mi się Octavia Spencer w roli Minny Jackson. Idealnie odwzorowała czarnoskórą, niezbyt uprzejmą pomoc domową. Podobnie genialnie zagrały Viola Davis (wcielającej się w Aibileen Clark) i Jessica Chastain (która zagrała Celię Foote). Po przeczytaniu książki z zadowoleniem stwierdziłam, że te aktorki perfekcyjnie wpasowały się w role.
   Nie mogę też powiedzieć złego słowa o Emmie Stone (która jest jedną z moich ulubionych aktorek, więc może się okazać, że nie oceniam obiektywnie:)) grającej Eugenię "Skeeter" Phelan. Jedynym problemem (który nie tyczy samej aktorki, a raczej ludzi odpowiedzialnych za wybór obsady) jest wygląd Emmy, który nie pasuje mi do postaci Skeeter. Zazwyczaj, kiedy czytam książkę dopiero po obejrzeniu jej ekranizacji, wyobrażam sobie postaci, jak te, które obejrzałam w filmie. Po tym jak przeczytałam opis wyglądu panienki Skeeter, wizja Emmy, grającej jej postać, bezpowrotnie przepadła, a jej miejsce zajęła wysoka i koścista blondynka. Co do wyglądu reszty obsady nie mam zastrzeżeń.
   Wróćmy do gry aktorskiej. Nie zadowoliła mnie Ahna O'Reilly, grająca Elizabeth Leefolt. Po obejrzeniu filmu, byłam pewna, że postać ta, jest uroczą, ale głupiutką i ślepo podążającą za modnymi koleżankami dziewczyną. Gdy przeczytałam książkę, okazało się, że postać ta jest zimna i gburowata, podążająca za modą, a jakże, jednak o wiele bardziej bezwzględna. Muszę przyznać, że wersja filmowa spodobała mi się bardziej, ale mam poważne zastrzeżenia albo do aktorki, albo do reżysera, za złe odwzorowanie postaci.
   Zarówno film jak i książka są bardzo poruszające. Dzieło filmowe jest może przyjemniejsze i bardziej odpowiednie do oglądania z dziećmi (sama obejrzałam je z moją młodszą siostrą). W filmie zbagatelizowane zostały cięższe wątki, takie jak poronienia lub przemoc domowa. Trudno stwierdzić, czy to dobrze, czy źle.
   Zakończenie filmu należy do jednego z moich ulubionych rodzajów zakończeń - trochę szczęśliwe, trochę smutne - zależy dla kogo. Nie jest przekoloryzowane, niektórzy bohaterowie ponoszą przykre konsekwencje swoich czynów, za to życie innych znacznie się poprawia. Z ręką na sercu przyznaję, że popłakałam się na końcu.
   Oceniam i książkę i ekranizację 9/10
   Jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych utworów :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz